Małe firmy zawieszają działalność, a większe chcą zwalniać pracowników

O pracy w czasie pandemii, wyborach prezydenckich i sytuacji ekonomicznej pomorskich przedsiębiorców z senatorem Ryszardem Świlskim rozmawia Grzegorz Rudnicki.

 – Jak w tej chwili wygląda praca senatora Świlskiego?

 – Senat stara się obradować w sposób standardowy. Przejeżdżamy na posiedzenia komisji i Senatu. Nie ma formuły praktykowanej obecnie w Sejmie. Jest oczywiście możliwość elektronicznego łączenia podczas obrad, a dotyczy to osób chorych albo tych, które mają jakiś problem z dojazdem. Jak do tej pory te rozwiązania zdają egzamin.

 – W całym kraju nasi rodacy w różny sposób pomagają innym. Kolejny raz trudna sytuacja pokazała, że Polacy potrafią się zjednoczyć. Tego samego nie można powiedzieć niestety o politykach, którzy prowadzą regularną wojnę. Dlaczego?

 – Już w pierwszych tygodniach, kiedy pojawiła kwestia docierającego do Polski wirusa, wyciągnęliśmy rękę do rządzących. Przez miesiąc politycy PiS bagatelizowali problem. Główny Inspektor Sanitarny Jarosław Pinkas radził politykom opozycji włożenie lodu w majtki. Z kolei jeden z wiceministrów obrony narodowej radził, abyśmy przestali mówić o koronawirusie, a zaczęli grać w chińczyka. Taka była reakcja polityków PiS na nasze informacje o zbliżającym się zagrożeniu.

Kiedy wprowadzana była pierwsza ustawa antykryzysowa, zapewnialiśmy, że senat ją przyjmie bez żadnych zastrzeżeń, aby jak najszybciej wdrożyć programy pomocowe. Umówiliśmy się też, że senat wprowadzi drobne poprawki. Tak zrobiliśmy, ale w Sejmie zostały one odrzucone. Podobnie było w przypadku tarczy antykryzysowej, którą nazywam sitem, ponieważ nie jest to żadna tarcza. Zapisy w tej ustawie nie są odpowiednią ochroną dla pracodawców oraz pracowników czy rodziców. Zaproponowaliśmy zapis wprowadzający świadczenie opiekuńcze dla rodziców dzieci do 12 roku życia. To też zostało odrzucone, podobnie jak uruchomienie pożyczek dla mikro i małych przedsiębiorców do 40, a nie 5 tysięcy jak jest to teraz. Odrzucono też kwestię cotygodniowego badania personelu medycznego, który jest na pierwszej linii frontu. Co jeszcze mamy zrobić, skoro wszystkie nasze propozycje są wycinane, a rząd uważa się za najmądrzejszy w każdej materii? Ale jak widać chyba tak nie jest. Narodowy Bank Polski dodrukowuje pieniądze, a przecież całkiem niedawno premier chwalił się, że tak dobrego budżetu w historii Polski jeszcze nie było. Budżet więc wygląda tak dobrze, że aż zabrakło pieniędzy na pomoc i trzeba zadłużać kraj. Niestety król okazał się nagi.

 – Wiem, że regularnie rozmawia Pan z pomorskimi przedsiębiorcami. Jak w tej chwili wygląda ich sytuacja?

 – Zgadza się. Analizujemy zapisy ustawy, ale i rozmawiamy o ich propozycjach, a kilka z nich udało mi się przeforsować. Wprowadziliśmy m.in. zapis mówiący, że fundusze regionalne, a więc w naszym przypadku Pomorski Fundusz Rozwoju, nie musiał wykorzystywać ścieżki związanej z prawem zamówień publicznych dla uruchamiania pożyczek i poręczeń dla przedsiębiorców. Do tej pory była to tylko domena Banku Gospodarstwa Krajowego. Dzięki temu udało się wygenerować na Pomorzu 80 milionów złotych na pożyczki dla przedsiębiorców.

Właściciele szczególnie małych firm podjęli decyzje o zawieszeniu działalności gospodarczej. Chodzi przede wszystkim o sektor usług. Z kolei większe przedsiębiorstwa dały sobie jeszcze czas, czy pozostaną w takim samy stosunku pracy jak dotychczas, czy może nastąpią zwolnienia. Niestety firmy z branży motoryzacyjnej takie zwolnienia już poczyniły.

 – Rząd czy może prezes partii rządzącej jest najmądrzejszy?

 – Nie jest żadną tajemnicą, że prawą stroną sceny politycznej rządzi prezes PiS Jarosław Kaczyński. Dobitnym tego przykładem jest pęd do zorganizowania wyborów prezydenckich, co jest – moim zdaniem – absolutnym szaleństwem. Nie wiem, jakim trzeba być człowiekiem, aby za wszelką ceną dążyć do wyborów. Proszę też zwrócić uwagę na fakt, że Państwowa Komisja Wyborcza została pozbawiona wszelkiego rodzaju atrybutów związanych z prowadzeniem wyborów. Teoretycznie za wybory ma odpowiadać ministerstwo. To jest zwyczajna kpina z demokracji. Kiedy codziennie słyszymy o kolejnych zakażonych, kolejnych ofiarach wirusa, mówienie o majowych wyborach jest jakąś aberracją.

 – Jaki jest zatem odpowiedni termin na przeprowadzenie wyborów?

 – Osoby, które teraz mówią, że są obrońcami konstytucji, przez ostatnie lata traktowały ją jak szmatę, łamały wszelkie zasady. Dziś mówią, że aby spełnić zapisy konstytucji, muszą się odbyć wybory prezydenckie. Moim zdaniem jest to urąganie inteligencji polskiego narodu. Mam nadzieję, że Polacy wyciągną z tego odpowiednie wnioski. Najistotniejszą sprawą jest w tej chwili walka z koronawirusem. Należy wprowadzić stan klęski żywiołowej, co spowoduje, że będzie można – zgodnie z literą prawa – przesunąć termin wyborów do momentu stabilnej sytuacji. Wtedy można przeprowadzić wybory w sposób standardowy, korespondencyjny i internetowy.

 – Czy głosowanie internetowe to dobre rozwiązanie?

 – Od dawna mówimy, żeby można było głosować w różny sposób. Trzeba to jednak dokładnie przygotować, a na to potrzeba czasu. Takie zmiany chcieliśmy wprowadzić, ale wtedy to właśnie posłowie PiS twierdzili, że to będzie proceder skupu głosów i doskonała okazja do fałszowania wyborów. Ci sami ludzie są dziś orędownikami wyborów korespondencyjnych.

 – W publikowanych sondażach widzimy, że żaden z kandydatów nie ma szans z obecnym prezydentem. Czy zatem nie lepiej byłoby wystawić jednego kontrkandydata?

 – Jak można prowadzić kampanię wyborczą, skoro wprowadzono różne ograniczeni dotyczące m.in. ilości osób na spotkaniach? W tym kraju tylko jedna osoba może zrobić sobie ustawkę w Orlenie przy taśmie produkcyjnej płynu do dezynfekcji czy spotykać się z lekarzami w różnych częściach kraju i robić sobie zdjęcia pod szpitalami. Myślę, że nikt nie wie, jaki będzie wynik wyborów prezydenckich – bez względu na to, kiedy się one odbędą. Ci, którzy są pewni zwycięstwa obecnego prezydenta, mogą się grubo pomylić.

 – Dziękuję za rozmowę.

Comments are closed.