Wojna ma znaczący wpływ na polskie rolnictwo

W ubiegłym tygodniu odbyło się w Pruszczu Gdańskim posiedzenie Pomorskiej Rady Rolnictwa. Głównym, ale oczywiście nie jedynym tematem rozmów była sytuacja pomorskiego rolnictwa w kontekście wojny na Ukrainie.
Ukraina, dzięki bardzo żyznym glebom, jest określana mianem spichlerza Europy – chociaż w ostatnich latach nieco zapomnianym. Wojna uderzyła we wszystkie gałęzie gospodarki – także w rolnictwie. Ukraina zakazała eksportu zbóż i nawozów, co na pewno przełoży się na wzrost cen żywności w Europie. Według analityków zajmujących się rolnictwem czeka nas największy szok na rynku zbóż.
– Są to zjawiska bardzo niepokojące dla producentów rolnych. Wojna na pewno odciśnie swoje piętno na gospodarce żywnościowej całej Europy, ponieważ Rosja i Ukraina eksportują na rynki światowe 25 procent rzepaku i pszenicy. Poza tym trzeba pamiętać, że znacznej podwyżce uległy środki ochrony roślin, co będzie znacząco wpływać na ograniczenie produkcji rolnej – zauważa Mieczysław Struk, marszałek województwa pomorskiego. – Spada rentowność gospodarstw rolnych, co może skutkować radykalnym wzrostem cen żywności. Dlatego musimy dołożyć wszelkich starań, aby pomóc polskim rolnikom. Mam nadzieję, że nasz pomorski głos dotrze do Warszawy i wywoła odpowiednią refleksję u polityków.
Lech Kolaska, prezes Zrzeszenia Producentów Trzody Chlewnej Kociewie podkreśla, że w ostatnich 2 latach rolnicy nie mieli żadnego zysku z hodowli świń.
– Wielu rolników zrezygnowało z produkcji trzody chlewnej. Wojna spowodowała, że zapotrzebowanie jest coraz większe, a ceny pną się w górę. Jest to dobra informacja dla grupy rolników, którzy ocaleli. Mam nadzieję, że mięsa nie zabraknie, ale mamy nauczkę na przyszłość, ponieważ musimy posiadać odpowiednie rezerwy – zauważa Lech Kolasa.
Nasi rolnicy wnioskują o stanowisko w sprawie opóźnienia wdrożenia „Zielonego ładu” w rolnictwie, który przekładać się ma na ograniczenia produkcji, co w konsekwencji – z związku z wojną – może mieć wpływ na kolejny wzrost cen żywności. Może to mieć także wpływ na zagrożenie bezpieczeństwa żywnościowego.
Członek Zarządu Województwa Pomorskiego Józef Sarnowski zwraca uwagę na fakt, że tak naprawdę polskie społeczeństwo nie wie, jakie są koszty produkcji rolnej.
– Rolnicy nie opływają w luksusy. Praca na roli jest bardzo ciężka, ale zarobki nie są adekwatne do poniesionych nakładów – mówi Józef Sarnowski. – Wdrożenie „Zielonego ładu” jest potrzebne, ale nie w tym momencie. Odłóżmy ten proces do zakończenia wojny.
Pomorska Izba Rolnicza będzie także apelować do rządzących o poluzowanie przepisów prawnych, które w tej chwili ograniczają korzystanie z odnawialnych źródeł energii na obszarach wiejskich i gospodarstwach rolnych.

(lubek)

Comments are closed.