Drakońskie podwyżki cen gazu

Miało być pięknie, a wyszło jak zawsze. Mieszkańcy jednego osiedla na Oruni Górnej, mimo że korzystają z tego samego gazu, płacą dwie różne stawki, a różnica między nimi jest olbrzymia. Dotyczy to wielu odbiorców gazu w całej Polsce. Trzeba też wiedzieć, że stawki za gaz nie ustala ani wspólnota, ani spółdzielnia mieszkaniowa, ale jego dostawca.

Problem cen gazu dla mieszkańców budynków wielorodzinnych w spółdzielniach i wspólnotach mieszkaniowych nagłośniony został już przez media ogólnopolskie. Mało kto wie jednak, o co tak naprawdę chodzi. Jak wiemy, podwyżka gazu dotyczyła wszystkich jego odbiorców – klienci indywidualni płacą teraz o ok. 50 proc. więcej niż rok temu.
– Drakońską podwyżką obłożeni zostali natomiast odbiorcy, którzy mieszkają w budynkach zaopatrzonych w jeden główny licznik gazowy na potrzeby gospodarstw domowych. Na terenie naszej spółdzielni mamy siedem takich budynków. Dostawca gazu, a więc PGNiG w 2018 roku zmieniało zasady taryfikacji. To spowodowało, że właśnie dla tych siedmiu budynków wprowadzono taryfę biznesową, która tak naprawdę nie różniła się od ceny, którą płacili klienci indywidualni – tłumaczy Andrzej Różański, prezes Spółdzielni Mieszkaniowej „Orunia”.
Trzeba zaznaczyć, że zbiorcze liczniki gazowe znajdują się w budynkach starszych. W budynkach młodszych sieć rozdzielcza została tak zaprojektowana, by każdy z właścicieli mieszkań miał swój indywidualny licznik.
– Do 2021 roku ceny były stabilne i nikt nie odczuwał różnicy. Wszystko zmieniło się w roku ubiegłym. W minionym roku ceny we wspomnianych siedmiu budynkach wzrosły ponad 6 razy. W ciągu 12 miesięcy taryfa podnoszona była kilkukrotnie z 12 do 79 groszy za kilowatogodzinę. Dla porównania osoba, która ma indywidualną umowę z dostawcą gazu, płaci za jedną kilowatogodzinę zaledwie 21 groszy. Dalszy komentarz jest chyba zbędny – mówi Andrzej Różański.
Jednym z pomysłów na rozwiązanie problemu byłaby przebudowa sieci gazowej. Byłoby to jednak bardzo kosztowne i spółdzielnia musiałaby sfinansować wszystko z własnych środków, ponieważ PGNiG poinformował już, że nie będzie partycypował w kosztach takich inwestycjach – przynajmniej do końca 2023 roku. Dodajmy także, że władze oruńskiej spółdzielni wysłały też pismo do spółki gazowej w sprawie tak drakońskich cen.
– Myślę, że nie tylko mieszkańcy naszej spółdzielni mają poczucie wielkiej niesprawiedliwości i wielkiego rozczarowania. Przedstawiciele rządu informują, że różnice te będą wyrównywane, ale nie wiadomo, kiedy i w jaki sposób. Takie postępowanie podrywa zaufanie do rządu. Byłaby to zwyczajna niegodziwość gdyby dzielić mieszkańców według taryf za gaz stawiając grupę osób, które mieszkają w starszych mieszkaniach w bardzo trudnej sytuacji. Poza tym wiem, że ludzie są przestraszeni tym, co czeka ich w następnych miesiącach – przyznaje Jan Szurek, przewodniczący Rady Nadzorczej Spółdzielni Mieszkaniowej „Orunia”.
Trzeba też zaznaczyć, że to nie spółdzielnia mieszkaniowa ustala ceny gazu, ale PGNiG. Spółdzielnia w tym całym procesie pełni jedynie role doręczyciela rachunku. Warto w tym miejscu powiedzieć, że Spółdzielnia Mieszkaniowa „Orunia” ma wpływ tylko na 37 proc. kosztów zawartych w czynszu i w większości dotyczy to funduszu remontowego.
– Uważamy, że wszyscy mieszkańcy powinni mieć taką samą stawkę za gaz. Zapewniam, że Spółdzielnia będzie robić wszystko, co w jej mocy, aby tak się stało – zapewnia Jan Szurek.

(lubek)

Comments are closed.